Infolinia 0 801 011 218

Mapa FAQ Kontakt Umowa O nas Klienci

Przewodnik Tajlandia Safari i Nurkowanie Wyprawy Kursy Nurkowania Pakiety Wakacyjne
 

 

Sipadan | Coron, Filipiny | Komodo i Flores | Bali | Layang-Layang Rekiny Młoty | Galeria Sipadan | Galeria Coron

Relacja z wyprawy nurkowej na Coron, Filipiny - luty/marzec 2008:
Nurkowanie na wrakach japońskiej floty z II Wojny Światowej

W Clerk, na lotnisku używamym przez Air Asia, wylądowaliśmy chwilę przed południem. Okazało się, że Manila jest 90 km od lotniska – ok. 1,5 godziny jazdy samochodem. Do stolicy można się dostać również autobusem, ale mieliśmy na tyle dużo bagaży, że zdecydowaliśmy się na taksówkę, która nie wyszła dużo drożej, niż bilet komunikacji zbiorowej: za busa dla 8 osób zapłaciliśmy 3900 Piso. Na lotnisku wymieniliśmy rówież pieniądze, po świetnym, jak się później okazało, kursie.

Z okien busa oglądaliśmy Manilę. Zrobiła na nas wstrząsające wrażenie, mimo, że jesteśmy przyzwyczajeni do widoku azjatyckich slumsów. Domy sklecone z mieszaniny kijów i mat bambusowych, blachy falistej i sznurka, budowane wprost jeden na drugim, niewyobrażalny brud, ludzie oddający mocz wprost na ściany „kamienic”, dzieci bawiące się, śpiące i jedzące tuż przy jezdni, sklepy, w których stoją rzędy napojów w plastikowych butelkach, jajka i nic poza tym. Gdzieniegdzie nad dachami piętrzą się wieżowce i kopuły kościołów, głównie katolickich. Wyróżniają się dwa najpopularniejsze środki transportu: jeepney’e, spadek po armii amerykańskiej, wydłużone i pomalowane w niezliczone wzory „autobusy” oraz trójkołowe riksze, rowerowe lub skuterowe, w których pasażer siedzi z boku pojazdu.

Kilka minut po 13. dotarliśmy do recepcji hotelu „Pearl” – wieżowca, w którym recepcja znajdowała się na 9. piętrze. Windziarka miło się przywitała i zapisała nasz „kurs” na trzymanym na kolanach formularzu. Zastanawiałam się kto i po co każe robić jej te idiotyczne zapisy?

W recepcji dowiedzieliśmy się, że meldunek zacznie się o 14. Postanowiliśmy coś zjeść. Część osób postawiła na lokalną kuchnię, część odwiedziła swojskiego McDonalda a ja zostałam w hotelowej restauracji (kto mnie do tego podkusił, nie wiem), żeby spożyć wątpliwej świeżości i smakowitości obiad.

O 14. pojawiliśmy się na 9. piętrze. Okazało się, że wszyscy musimy okazać paszporty, następnie wypełnić druk meldunkowy i zdeponować 1000 Piso tytułem zabezpieczenia przed zdemolowniem pokoju. Wydawanie kluczy i cały proces kwaterowania trwał 25 minut i towarzyszyła temu atmosfera powagi, jakbyśmy co najmniej otrzymywali przydział mieszkania w latach 80. w Polsce.

Resztę popołudnia spędziliśmy zwiedzając Intramuros, manilską „starówkę”. Zrobiliśmy sobie długi spacer wzdłuż ładnych kamieniczek. Czułam się, jakbym cofnęła się do czasów kolonialnych. Przed zachodem słońca zdążyliśmy zwiedzić jeszcze fortyfikacje i wróciliśmy do hotelu.

Wieczór spędziliśmy w dość przyjemnym miejscu przy rondzie Remedios, dookoła którego rozsiane są przeróżne restauracyjki – zarówno lokalne jak i europejskie. Drogę powrotną postanowiliśmy przebyć nadziemnym metrem. Do stacji oddalonej o ok. 500 metrów podjechaliśmy tutejszą rikszą za 40 Piso. Przy wejściu do stacji strażnik oznajmił nam, że w niedzielę metro jest czynne tylko do 21. Zamiast więc wydać po 12,5 Piso za bilet na metro, pojechaliśmy jeepney’em za 7,5 Piso i za 10 minut byliśmy przy naszym hotelu. Zasnęliśmy bardzo szybko, ponieważ następnego dnia umowiliśmy się w recepcji o 4:30.

Ostatni etap podróży do Coron przelecieliśmy malutkim turbośmigłowcem. Wreszcie wylądowaliśmy na tropikalnej, ładnej wyspie.

Bitą drogą jechaliśmy kolejne 45 minut i przywitaliśmy się w centrum nurkowym. Miejsce wydawało nam się urocze i egzotyczne: mały hotelik zbudowany na palach i przytulna atmosfera przypadła wszystkim do gustu. My jednak zarezerwowaliśmy sobie noclegi gdzie indziej – na sąsiedniej wysepce, gdzie zbudowano bungalowy. Miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę: cisza, spokój, piękny widok na morze i wodna, bezpłatna taksówka ilekroć chcieliśmy płynąć do „miasta”.

W dzień przylotu od razu chcieliśmy nurkować, więc po szybkim meldunku (tym razem bez kserowania paszportów) przebraliśmy się i wsiedliśmy na łódź.

Nurkowania odbywają się z łodzi, która z zewnątrz przypomina budową trochę katamaran a trochę dużego pająka wodnego: środkowa część łodzi jest po obu stronach ustabilizowana płozami zrobionymi z bambusa. Dzięki temu bardzo stabilnie trzyma się na powierzchni wody, ma dużą wyporność i jest stosunkowo szybka. Dwa rzędy drewnianych, szerokich ławek, ustawionych wdłuż obu burt, po środku miejsce na butle. Przy dziobie mini pokład słoneczny a na rufie toaleta. Na łodzi nie ma bieżącej wody, ale poza tym jest wygodnie. Kapitan jest sternikiem, kucharzem i chłopcem okrętowym jednocześnie.

Pierwsze nurkowanie: wrak Iraco Maru. Woda o temperaturze 270C wydawała nam się bardzo zimna. Dobrze, że zabrałam ze sobą kaptur. Widoczność: ok. 10 metrów. Tu nie przekracza kilkunastu. Teraz już wiem, dlaczego nie ma panoramicznych, podwodnych zdjęć tutejszych, ponad stumetrowych wraków J

Na począku bałam się wpływać do wewnątrz – olbrzymie ładownie wydawały mi się ciemnymi pieczarami, których mroku nie rozświetli nawet najlepsza latarka. Ale myliłam się i gdy raz odważyłam się wpłynąć do wraku, stało się to moją ulubioną częścią nurkowania.

W ciągu 4 dni obejrzeliśmy 6 największych wraków: Iraco, Kongyo, Akitushima, Okikawa, Olimpia, Tamei Maru. Wszystkie są wielkie: mają 114 – 146 metrów długości. Leżą na na stępce („pionowo”) lub na burcie („bokiem”). Płynąc na zewnątrz łatwo zauważyć dziury po pociskach, które przeszywały okręt na wylot, zostawiając postrzępiony kraniec. Z wraku Akitushima Maru, który leży „na boku” wystaje długi na ponad 30 metrów dźwig, służący niegdyś do podnoszenia łodzi latającej. Olbrzymia, długa krata, przez którą można przepływać robiąc „ósemki”, niknie w toni.

Każdy z okrętów kryje niezwykłe przestrzenie pod pokładem: pomieszczenia dla załogi, ładownie, wnętrza pieców, szyby wentylacyjne. Wpływa się w pozornie ciemną przestrzeń i nagle okazuje się, że latarka nie jest konieczna. Prześwietlone od góry lub z boku, wysokie lub niskie pokłady, długie drabiny, rury, kraty, okna. Kompletna cisza.

Gdzieniegdzie widok z okna na toń lub na inny element statku, porośnięty koralem i oświetlony słońcem jest tak zachwycający, że chciałoby się zostać tu na dłużej. To zupełnie inny krajobraz, różny od tych, które do tej pory oglądałam pod wodą. Wszystko w 3 wymiarach; przemieszczam się z poziomu na poziom jak duch nawiedzający stare zamczysko. Setki nurków było tu przede mną, a jednak wydaje mi się, że jestem tu pierwsza. Znajduję stary odbiornik radiowy. Widać pokrętła i kawałki drutów. W innym miejscu przewrócony traktor daje się rozpoznać wyłacznie po wystającej z góry worków z cementem ośmiornicy. Stos kilkumetowych pali z nawiniętą na nie siatką zbrojeniową.

Wraki mają od dawna nowych mieszkańców: strzępiele, skrzydlice, pojedyncze żółwie, troszkę kolorowych ryb rafowych, ślimaki nagoskrzelne. W toni: żółte snappery, tuńczykowate, barakudy. Trochę muszli, ukwiałów, idealnie zgrywających się z nieco ponurą, mistyczną atmosferą wraków.

Niektóre wraki są tak wielkie i mają tyle do zaoferowania, że trzeba zanurkować na nich co najmniej kilka razy, żeby obejrzeć wszystko. Stosunkowo nieduże głębokości pozwalają na stosowanie nitroxu, który wydłużył czas przebywania pod wodą i umożliwił lepszą penetrację okrętów. Zdecydowanie polecam takie rozwiązanie.

W ostatni dzień zrobiliśmy sobie wycieczkę nadwodną: zwiedzaliśmy urocze laguny a na koniec wykąpaliśmy się w ciepłych źródłach.

Płynąc do źródeł zmokliśmy od deszczu i byliśmy zmarznięci, więc kąpiel w 40 stopniowej wodzie wywoływała jęki zachwytu. Wieczorem zaokrętowaliśmy się na promie. Podpłynął do przystani taki wielki wieżowiec a my jak małe mróweczki wtłoczyliśmy się na pokład. Poczułam się jak na Titaniku, mijając pokład z piętowymi pryczami, ustawionymi na korytarzu. My wykupiliśmy kabiny średniej klasy, 4 osobowe i jak się okazało – z łazienką i tv. Całkiem nieźle. Prom płynął do Manili 12 godzin. Tuż przed zacumowaniem załoga portowa ustawiła się w trójszeregu i zaprezentowała całkiem ciekawy układ taneczny w rytm piosenki dyskotekowej „Push the botton”. Byłam zaskoczona taką formą przywitania i jednocześnie pełna uznania dla talentów artystycznych chłopców portowych.

Prawie natychmiast jak dotnkęliśmy stopą stały ląd, zostaliśmy złowieni przez taksówkarza, który zaoferował zawiezienie naszej ósemki na lotisko za opłatą 500 Piso. Wtłoczył nas wszystkich (i wszystkie bagaże) do 6 osobowej furgonetki, gdzie poczuliśmy się jak puszkowane sardynki w sosie własnym (dodam, że klimatyzacja nie działała sprawnie). Wolałam nie patrzeć na jezdnię, ale chcąc nie chcąc zauważyłam, że kierowca jedzie z zaciągiętym hamulcem ręcznym, co nie wróżyło dobrze układowi hamulcowemu tegoż pojazdu. Dotarliśmy jednak bezpiecznie na lotnisko i tam udało nam się kupić bilety do Kuala Lumpur i do Bangoku.Gdy znalazłam się na pokładzie samolotu Thai Airways i usłyszałam znajomo brzmiący tajski, poczułam się bezpiecznie. Wracając na Phuket, wracałam przecież do domu J.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z WYPRAWY

Zapoznaj się z ofertą wyprawy na Filipiny

DO GÓRY

 

 
Poprzednia | Główna | Do Góry
Copyright © 2005 - 2008 Asiandivers. Raffa Co Ltd, Tajlandia
nota prawna
Ostatnie uaktualnienie: 26-cze-2008
plaże phuket życie nocne phuket bangla road spa phuket spa tajlandia masaz tajski zabytki phuket zwiedzanie phuket wycieczki phuket ceny phuket hotele phuket klimat phuket pogoda phuket wiza do tajlandii lotnisko bangkok szczepienia tajlandia kuchnia tajska mapy tajlandia safari nurkowe 10 najlepszych nurkowisk świata diving phuket phuket liveaboard
angkor wat bangkok chiang mai chiang rai birma luksusowe safari samui koh tao ko phangan pattaya koh samui krabi puket malediwy bali komodo sipadan plaże phuket życie nocne phuket bangla road spa phuket spa tajlandia masaz tajski zabytki phuket zwiedzanie phuket wycieczki phuket ceny phuket hotele phuket klimat phuket pogoda phuket wiza do tajlandii lotnisko bangkok szczepienia tajlandia kuchnia tajska
mapy tajlandiandia diving phuket phuket liveaboard Si Similan liveaboard 10 najlepszych nurkowisk świata angkor wat bangkok chiang mai chiang rai birma luksusowe safari samui koh tao ko phangan pattaya koh samui krabi puket malediwy bali komodo sipadan