Polish (Poland)

Nasz profil na Facebook

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Rezerwuj Hotel

Lokalozacja:
Szukaj hotelu / lokalizacji :
Przyjazd
Wyjazd
Pobyt:

dorośli / dzieci :

35 łodzi i 1500 rejsów !!!! Wyszukaj Safari Nurkowe

Newsletter

Kursy walut

Sonda - przydatność informacji

Czy informacje na naszej stronie są przydatne ?
 
PDF Drukuj Email

Dojazd nad zatokę Subic jest możliwy z Manili albo z bliższego lotniska Clark obsługiwanego przez Air Asia. Jadąc z Manili najłatwiej dostać się taksówką (ok 2 godzin 4400 Peso =100 USD) albo kursowym autobusem Victory Liner do Olongapo (ok 3 godzin 170 Peso) wyruszającym z terminala w rejonie Bonifacio Monumento. Głównym celem mojej wycieczki był ciężki krążownik USS New York. Zaplecze nurkowe nad zatoką Subic jest dość ubogie, niełatwo jest znaleźć jakiekolwiek centrum nurkowe, aczkolwiek to zmieni się w najbliższych latach. Obecnie nurkowania obsługiwane są przed relatywnie nowych operatorów, gdyż uzyskanie pozwolenia na nurkowanie w tym rejonie nie było możliwe przez wiele lat.

Dopiero w czerwcu 1991 roku Amerykanie zaczęli wycofywać ogromną wciąż stacjonującą tutaj armię 18 okrętów wojennych, setek samolotów i niemal 20tys żołnierzy. Baza w Subic i Clark odegrała ważną rolę zarówno w końcówce II wojny na Pacyfiku, jak też miała Pinatubo_ash_plume_910612strategiczne położenie w czasie wojny w Korei i Wietnamie. Bezpośrednią przyczyną wycofania wojsk, była erupcja pobliskiego wulkanu Pinatubo, która zagrażała zniszczeniu sprzętu i stanowiła bezpośrednie zagrożenie życia. Wulkan gwałtownie eksplodował, rozlewając morze lawy, a znaczna część jego stożkowatego wierzchołka spadła w postaci ogromnych, rozgrzanych do czerwoności głazów zarówno na terenie zatoki Subic jak i pobliskiego Angeles City będącego głównym celem przepustek żołnierzy - po dziś dzień chyba największym burdelem świata. Wulkan stał się niższy o 160 metrów. Wioski zaraz po bombardowaniu kamieniami zostały zasypane popiołem wulkanicznym, a dalej zagazowane śmiercionośnymi wyziewami zabierając 800 ofiar i tysiące rannych, oraz zatrutych - zwłaszcza na farmach u podłoża wulkanu. Dziś rejon jest wciąż bardzo szary, może od pozostałych popiołów, a może dlatego że jest po prostu bardzo ubogi.

Hotele oferują niezbyt wysoki standard, pomimo że ceny bynajmniej nie są niskie. Plaże są czyste (choć piasek nie jest biały, tylko też szarawy) i jest ich dużo. W sezonie trudno znaleźć nocleg bez wcześniejszej rezerwacji, zwłaszcza w weekendy gdy cała dobrze sytuowana nacja Manili próbuje opuścić zasmrodzoną metropolię.Centra nurkowe prowadzą nurkowania praktycznie tylko na wrakach, ale duże zainteresowanie kursami podstawowymi ze strony przyjezdnych będzie zmieniać profil działania.

W czasie mojego pobytu dostępny był zarówno nitrox jak i trimix, ale nie było żadnych przewodników kwalifikowanych do prowadzenia nurkowań technicznych, no a bez przewodnika helu się tutaj nie daje. Jeden był akurat na urlopie w Europie, a drugi z dwóch znanych w okolicy, podobno nie trzeźwieje jeśli nie ma co najmniej 4 klientów chętnych na przepuszczenie przez płuca kilkuset dolarów, więc jakoś go nie szukałem. Tym razem zaakceptowałem, że nie uda mi się zrobić nic głębiej. Divemasterzy są tu ekstremalnie ostrożni i w zaskakującym stopniu przestrzegają standardów. Próby uzgodnienia penetracji w pierwszy dzień spełzły kompletnie na niczym mimo okazania plastików tmx i overhead. W czasie kolejnych dni usłyszałem przy wieczornym piwie, o niedawnych kilku wypadkach śmiertelnych i w efekcie odebraniu licencji jednemu z centrów nurkowych w okolicy. Zrozumiałem i postanowiłem szukać rozwiązań inaczej niż pokazując wszystkie plastiki bo to zwykle nie przynosi dobrego efektu, powodując tylko niepotrzebny stres wśród lokalnych przewodników i jąkanie się na briefingach. Nie wiem czemu widząc złoty plastik divemasterzy mają często przekonanie że przyjechałem na przeprowadzaną przez PADI kontrolę jakości ich pracy a nie na wakacjeWink

W kolejnych dniach udało mi się najpierw pozyskać prywatnego przewodnika, a z kolejnymi nurkowaniami przeszliśmy powoli na konfigurację typu "niby sidemount" czyli rekreacyjnie + stage pod pachą, tak "żeby nie było, że nie nurkujemy rekreacyjnie". Musiałem też obiecać, że nie będę rozpowiadał na łodzi gdzie byliśmy, a także odrdzewiał piankę zaraz po wyjściu z dziury na światło dzienne. Mój przewodnik Henry jak się okazało znał i uwielbiał ten wrak dogłębnie - trafiłem na doskonałego partnera.

No dobra, to teraz kilka słów o wrakach, czyli zaczynamy od historii. Do połowy roku 1940 Hitler zajął znaczną część Europy a siły japońskie przesunęły się do Indochin Francuskich. Embargo dostaw ropy do Japonii nałożone przez USA spowodowało konieczność pozyskania ropy przez Cesarstwo w inny sposób. Filipiny same w sobie, nie bardzo interesujące dla Japończyków leżały nieszczęśliwie dla siebie na drodze do bogatych złóż ropy w Indonezji. Kongres USA podjął wprawdzie decyzję o wzmocnieniu sił niezbędnych do obrony Manili i Zatoki Subic ale siły te były zbyt małe a decyzje podjęte zbyt późno. Od lipca 1941 Czwarty Regiment Marines przygotowywał się do obrony zatoki Subic. Niewielkie siły patrolowały wyspę Luzon aż do 14 grudnia 1941 kiedy jak zapisano w kronikach "niebo zasłoniły japońskie bombowce rozpoczynając dewastujący wszystko atak. Pobliskie miasteczko Olongapo zostało zbombardowane w części zamieszkałej przez ludność cywilną, zbombardowano także zatłoczony ludźmi stadion walk kogutów" Jednoczesne Japończycy podjęli akcje naziemne, odcięto łączność telefoniczną, a lokalny ksiądz katolicki jak się okazało był szpiegiem i przekazywał informacje o położeniu marines przez radiostację Japończykom. Amerykanie zdemaskowali szpiega i rozstrzelali, ale nie zapobiegło to dalszemu rozwojowi wypadków. 24 grudnia sytuacja w zatoce określono jako beznadziejną. Amerykanie spalili wszystkie budynki bazy morskiej, a Filipińczycy podłożyli wówczas ogień paląc doszczętnie ruiny Olongapo. Ciężki krążownik USS New York został zaminowany i przemieszczony w głębszą część zatoki a następnie zatopiony przez detonację min. Japończycy wkroczyli do Olongapo 10 stycznia 1942 rozpoczynając tym samym okupację Filipin.

 

USS_New_York_(ACR-2)Ciężki krążownik USS New York zaakceptowany do budowy przez kongres USA w 1888 roku został wodowany w 1891 roku i ukończony w dwa lata później kosztem ówczesnych trzech milionów dolarów. Uzbrojony w sześć ośmiocalowych dział, 12 czterocalowych, trzy wyrzutnie 14 calowych torped i inną ciężka broń rozmieszczoną dookoła okrętu miał dużą siłę ognia. W połączeniu z możliwością przepłynięcia 5000 mil dzięki czterem parowym silnikom, których 42 cylindry generowały moc ponad 17 tysięcy koni mechanicznych napędzając okręt do 21 węzłów. Obsługiwany przez 40 oficerów i 516 marynarzy 116 metrowy krążownik o wyporności 8200 ton był atrakcyjnym łupem.

 

Początkowo pływał po Atlantyku, biorąc udział w misjach na Kubie, gdzie walcząc przeciw Hiszpanom zniszczył kilkanaście jednostek przy minimalnych własnych stratach. Po generalnym remoncie w 1910 roku został oddelegowany do Manili gdzie stał się okrętem flagowym pod nazwą USS Saratoga. W czasie pierwszej wojny okręt brał udział w działaniach wojennych w Europie a następnie został wysłany do patrolowania wybrzeży USA. Od 1932 powrócił do floty na Pacyfiku. W 1941 roku został zatopiony przez zdetonowanie min aby nie dopuścić do przejęcia go przez Japończyków

 

USS New YorkLeżący na 27 metrach na pozycji 14° 48.504N 120° 16.819E ciężki krążownik USS New York robi imponujące wrażenie. Opustówka zwykle przywiana jest w tylnej części lewej, a obecnie górnej burty. Trasa "dookoła" zwykle zaczyna się od oglądania monstrualnie wielkiej trzy łopatkowej śruby. Średnica to dobre 6 metrów, a łopatki ułożone w kształt litery "Y: dają doskonałą okazję do zdjęć o ile oczywiście widoczność pozwoli. Nurkowałem przez pięć kolejnych dni na tym wraku i doświadczyłem zarówno 15 m widoczności jak i niespełna trzech. Zewnętrzne atrakcje to następnie masywne długolufowe działa w obrotowych pancernych wieżach w części rufowej i dziobowej oraz wyrzutnie torped i dwa maszty . Penetracja jest możliwa na wielu pokładach, okręt miał ok 30 metrów wysokości od kilu po górny pokład, co powoduje że "rekreacyjnie" można oglądać tylko pierwszy i miejscami drugi pokład. Jest tu wiele bardzo ciekawych przejść i przepływów, jest też sporo rozproszonego światła z uszkodzonych miejsc, luków itp. Możliwe jest przepłynięcie od tylnego działa aż po sam dziób. Głęboka penetracja to przede wszystkim komora ogromnego silnika i zbiorniki na parę. Ciekawe nurkowanie odbyłem w całości w części wydechowej, w rejonie niezwykle rozbudowanego systemu jakiś wymienników ciepła, setek zaworów, wskaźników itp.

Spędziłem pięć długich nurkowań na tym wraku i nie widziałem ani połowy tego co można. Wtedy objawił się Steve. Idąc rano w kierunku centrum dowiedziałem się od divemastera, że czeka na mnie instruktor nurkowania technicznego, oraz że może mnie poprowadzić. Pomysł od razu przypadł mi do gustu. Steve spędził na zatoką Subic 27 lat od czasu kiedy trafiony odłamkiem granatu stracił rękę w końcowych epizodach wojennych w Wietnamie. Filipińska pielęgniarka zaopiekowała się nim jak widać całkowicie. Steve jak przedstawił się jako instruktor IANTD oraz PADI dodając, że żyje praktycznie wyłącznie z rekreacyjnego nurkowania. Pierwszy dzień nurkowy realizowaliśmy w konfiguracji jacket + stage. Zobaczyłem dolne partie wraku wchodząc do środka przez wielką dziurę po eksplozji miny przy kilu. Umówiliśmy się że nie będziemy przechodzić przez restrykcje, co bynajmniej nie umniejszyło piękna tego nurkowania. Po powrocie do bazy zaczęliśmy rozmowę o kolejnym dniu. Musiałem pokazać jakiś certyfikat overhead - jaskiniowy, który przypadkiem miałem okazał się wreszcie ok uff.... Teraz pojawiła się kwestia konfiguracji, mój przewodnik uparł się jeśli chce zrobić naprawdę fajnego nurka to musi być twin i musi być podwójny worek. Trochę się bałem bo sprzęt z centrum daleki był od marzeń - jedyny dostępny OMS nie dość że z gumkami to nie miał już wiele koloru wyblakły od słońca. Wieczór spędziłem uzdatniając sprzęt do czegoś co mogłem zaakceptować i wciąż nie mając przekonania czy na pewno to rozwiązanie jest bardziej bezpieczne. Rano zaczęliśmy planować nurkowanie, to znaczy w zasadzie ja mogłem tylko mówić czy się zgadzam na coś co on proponował. Komunikacja była iście wojskowa, ale ok. Nie czepiał się do mojej, DSATowskiej konfiguracji automatów, powiedział tylko że widać że robiłem kursy nie tylko w PADI co miało być pochwałą dla ładnie ułożonych węży.

Nurkowanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania, spędziliśmy 80 minut pod wodą, z czego ponad 50 w głębokiej penetracji i ostatecznie 15 minutach deko. Penetracje były niesamowite, zaczęliśmy od najwęższej prawie 30 metrowej restrykcji - zrzutu na węgiel - ciasnej rury z kilkoma prostopadłymi kolankami. Potem komora silnika wow! Dalej przejścia przez skrzynię biegów i pomieszczenia przekładni napędzających wieże strzałowe i ster. Pootwierane grodzie wodoszczelne są jakby mierzone na nurka. Trzeba tylko wpasować się między zamknięcia, wiszące jak kły wściekłego psa chętne przekłuć skrzydło, a za chwilę wymacać nad głową krawędź i ładnie złożyć się w scyzoryk w odpowiednim momencie. Byliśmy w pomieszczeniach rozdzielni elektrycznej, gdzie robiło się ciepło manewrując wśród labiryntu zwisających kabli. Kolejna przejście pod kotłami pary, dieslowskie silniki generatorów i znowu dostaje znak że wracamy - kolejny korytarz bez wyjścia. Czasami mamy doskonałą widoczność, trudno ocenić ile ale światło komfortowo dociera do ścian, czasem prawie przekopujemy się przez muł mając praktycznie zero widoczności. Rozumiem dlaczego upierał się na twina, zmiany automatów, odkręcanie i zakręcanie zaworów przeszkadzałoby w tym na czym mamy się skupiać. Ucieszyło mnie to że mam manifold, nie powiem. Zrobiliśmy naprawdę super nurkowanie, na pewno tu chcę wrócić, szukam chętnych na wspólny wyjazd.

 

LST 14° 46.458N 120° 15.043E - 105 metrowy wrak transportowca służącego do przewozu czołgów i zaplecza piechoty leży na 34 metrach na stępce od 1948 roku. Ten rodzaj okrętów (zwany przez Marines Large Slow Target J zamiast oryginalnego Landing Ship for Tanks) sprawdził się doskonale w czasie ewakuacji pod Dunkierką, gdzie okazało się że szybkie pakowanie ludzi a także czołgów, ciężarówek, i broni wprost z plaży i szybki odwrót w morze jest ważną funkcją zaplecza morskiego Marines. Jednostka leżąca na podanej pozycji nie jest zidentyfikowana, gdyż zaraz po wojnie na kilkunastu pozostałych takich jednostkach w rejonie Subic Bay zamalowano oznaczenia liczbowe i używano ich jako celów do ćwiczeń lotnictwa i artylerii. Nurkowanie na LST nie jest może imponujące ale rozmiary pustej (niestety) komory cargo, a także przepływy pod zniszczoną prawdopodobnie bombami nadbudówką mostka na rufie były całkiem niezłe. Wykonałem tu dwa nurkowania, oba razy widoczność przekraczała 20 metrów. Nurkując w komorze silnika znalazłem nawet piękną mosiężną lampę w suficie, ale wyłącznik nie zadziałał J. Jest tu jeszcze jedno, jak się dowiedziałem nieco zbyt późno dobre przejście korytarzami wzdłuż prawej burty, ale tam nie byłem.

 

LCU - mały transporter czołgów i innych pojazdów nadaje się jako wrak szkoleniowy na poziomie początków AOWD. Nic nadzwyczajnego

 

Pozostałości po drewnianym okręcie San Quentin zatopionym pod koniec XIX wieku to kolejne nurkowisko, które nie oferuje nic nadzwyczajnego.