|
Tajska myśl techniczna błądzi ścieżkami nam zupełnie nieznanymi. Nasz nowy dom zadziwił nas już wielokrotnie i gdy się wydawało, że nic się już więcej nie wydarzy, z kurków zaczęła lecieć brunatna woda.
Pierwszy pomysł, by wezwać tajskiego "indżiniera" szybko upadł i postanowiliśmy na własną rękę znaleźć przyczynę brudnej wody. Aby w pełni zrozumieć naszą sytuację trzeba wiedzieć, że w Tajlandii wszyscy mają zbiorniki na wodę, o pojemności zwykle 2 000 litrów. Woda z wodociągów (lub studni) jest wprowadzana do zbiornika, a stamtąd pompą do ciągu wodnego w mieszkaniu. W razie braku wody z wodociągów miejskich każdy ma w ten sposób zapas na nawet kilka dni.
Przed odbiorem domu w zeszłym roku uzgodniliśmy, że nasz zbiornik będzie wkopany w ziemię, żeby nie zabierał miejsca w naszym niewielkim ogródku. Zbiornik wkopano i od tamtej pory nie było z nim większych problemów. Aż do niedawna, gdy z kranu zaczęła lecieć brudna woda. Opróżniliśmy zbiornik i okazało się, że całe dno jest popękane, a do wewnątrz, wraz z wodami podskórnymi, które w dużej ilości po deszczach gromadziły się pod ziemią, wpływała rozpuszczona glina.
Długo myśleliśmy co zrobić, po kilku nieudanych próbach osuszania i łatania zbiornika postanowiliśmy uciec się do rozwiązania najprostszego: kupiliśmy nowy zbiornik i Piotr spędził całą sobotę tnąć, łącząc, skręcając rury. Byłam z niego bardzo dumna, bo wszystko udało się bardzo dobrze. Po zakończeniu pracy okazało się, że wodociągi odcięły dopływ wody i chociaż mamy zbiornik, to nie ma mamy wody :( Na szczęście sąsiedzi użyczyli nam wody ze swojego zbiornika i wszystko skończyło się dobrze.
Teraz mamy trochę mniejszy ogródek, ale jesteśmy spokojni o czystą wodę. Ciekawe, co zepsuje się kolejnym razem...
|