Polish (Poland)

Nasz profil na Facebook

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Rezerwuj Hotel

Lokalozacja:
Szukaj hotelu / lokalizacji :
Przyjazd
Wyjazd
Pobyt:

dorośli / dzieci :

Newsletter

Blog - subskrybcja


1Przewodnik Tajlandia
2Przewodnik Phuket
3opisy łodzi
4Pakiety wakacyjne Tajlandia
5Wycieczki fakultatywne
6Opisy nurkowisk
7Nurkowania lokalne
8Kursy nurkowania
9Safari nurkowe
10blog
11Wyprawy nurkowe
12Wyprawy kalendarz
13Nurkowiska Tajlandia
14Nurkowiska Indonezja
15Nurkowiska Filipiny
16Nurkowiska Malezja
17Nurkowiska Birma
VMN_SUBSCRIBE
Wypisz



Poza nurkowaniem pasjonują mnie:
 

Kursy walut

Sonda - przydatność informacji

Czy informacje na naszej stronie są przydatne ?
 
Sumatra - wyspa wulkanów i tsunami PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
niedziela, 23 sierpnia 2009 19:07

jezioro_toba2Początkowy plan był taki, żeby najpierw dotrzeć na Palau Weh na nurkowanie a następnie nad jezioro Toba, którego niesamowita historia będzie opisana w dalszej części relacji.

Po wyniknięciu problemów z wizą i zmianie lotów zmieniliśmy plany, postanawiając najpierw zobaczyć jezioro i wulkan.

Kupiliśmy bilety lotnicze relacji Phuket - Kulala Lulmpur i Kuala Lumpur - Banda Aceh. Po wylądowaniu w KL, podczas odprawy na Sumatrę okazało się jednak, że BA jest jednynym międzynarodowym lotniskiem w Indonezji, gdzie nie da się uzyskać wizy przy wjeździe. Zdenerwowaliśmy się tą wiadomością, ponieważ ja wcześniej dzwoniłam do lokalnego biura Air Asia i jakiś Taj potwierdził mi, że w BA wizy otrzymamy. Mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy do kompetentnego urzędnika, który doprowadził do zwrotu zakupionych biletów do Bandar Aceh i wpisania nas na listę rezerwową na lot na Medan - stolicę Sumatry, kilkumilionową metropolię, skąd mogliśmy kontynuować naszą podróż, zaopatrzeni w wizy indonezyjskie.

Przez chwilę rozważaliśmy, czy w ogóle nie zmienić planów i nie polecieć nad morze Celebes, do Mandao w Malezji. Piotr zadał pytanie panu w okienku, czy nie mógłby sprawdzić, czy jeśli do Medan nie ma miejsc, to czy może znajdzie się lot do Mandao? Facet spojrzał na niego takim wzrokiem, że o mało nie wybuchnęliśmy śmiechem. Pewnie pomyślał, że jesteśmy kompletnie ześwirowani, gdyż po tym, jak się okazało, że na lot 1,5 tys km na wschód nie ma miejsc, zdecydowaliśmy się lecieć 3 tys km na zachód... Nieśmiało próbował nam wyjaśnić, że fakt podobnego brzmienia obu miast nie dowodzi, że są one położone blisko siebie. J Ostatecznie zarzuciliśmy plany Celebesu tym razem, trochę ze względu na koszt przelotu, a trochę na brak sezonu w tym czasie w docelowym rejonie.

samosir_piwkoByliśmy trochę zdenerwowani, ale przygotowaliśmy prawdziwe plany awaryjne na wypadek pozostania w KL i mimo delikatnej adrenaliny i kilkugodzinnego czekania oboje byliśmy w świetnych humorach. Okazało się, że 2 miejsca się znalazły, więc w tym samym okienku odprawiliśmy się i przebiegliśmy wszystkie odprawy, żeby zdążyć na boarding. Z językami na brodzie wpadliśmy do poczekalni, gdzie okazało się, ze nasz lot będzie nieco opóźniony i możemy trochę odpocząć. W międzyczasie obserwowaliśmy rozterki rodziny, w której ojciec się gdzieś zapodział. Lecieli wszyscy na Bali: matka, 2 dorosłych synów i ojciec, który gdzieś się zawieruszył - być może wsiadł razem z długonogimi Chinkami do samolotu do Hong-Kongu, który odleciał przed kwadransem?

Gdy na tablicy pojawił się napis „AK 454 Medan", ustawiliśmy się w kolejce i wreszcie polecieliśmy.

sumatra_naganiaczPo przylocie na lotnisko o nazwie „Polonia", załatwiliśmy formalności wizowe, co trwało 5 minut i kosztowało 20USD, spryskano nas środkiem odkażającym, wypełniliśmy deklaracje wizowe i zdrowotne i zostaliśmy wpuszczeni na teren kraju. Przepłacając kilkukrotnie za taksówkę (kosztowała 4,5 USD i postanowiliśmy się nie targować) dotarliśmy do biura turystycznego i guest house'u polecanego w Lonely Planet, gdzie dowiedzieliśmy się, że mini bus do Parapat odjeżdża dopiero nazajutrz rano. Była 18 i chcieliśmy jak najszybciej wydostać się z Medanu - jesli ktoś był w azjatyckim mieście takim jak Manila, Cebu, Jakarta - zrozumie dlaczego. Dotarliśmy na dworzec autobusowy, gdzie ominęliśmy naciągaczy i trafiliśmy na autobus rejsowy do Parapat, ktory odjeżdżał za pół godziny. Byliśmy głodni, zmęczeni ale woleliśmy wsiąść do tego autobusu, niż zostać w Medanie.

Autobus nie był oczywiście wyposażony w klimatyzację ani wiatraki; jako wentylacja służyły mu uchylane okna. Gdy stał, robiło się bardzo gorąco, a wrażenie duszności potęgował dym z papierosów palonych przez pasażerów podczas jazdy.

Zamiast 4 godzin jechaliśmy 5,5, ponieważ trafiliśmy na korki spowodowane jakimś zwężeniem drogi.

W Parapat udaliśmy się do pierwszego napotkanego hotelu i wybraliśmy pokój Executive Deluxe, który na wyposażeniu miał łazienkę z ciepłą wodą i podwójne łóżko oraz telewizor. Zasnęliśmy natychmiast; nad ranem obudził nas odgłos ciągniętego za ogon parapat_promkota, który okazał się wołaniem z pobliskiego meczetu na modły o świcie. Chwilę potem zawtórowały im prawdziwe koty i tak już było do śniadania.

Posileni niezbyt smacznym smażonym ryżem i wczorajszym sadzonym jajkiem, popiwszy ciepłą Fantą bez gazu, która figurowała w menu jako „fresh orange juice", pojechaliśmy do portu. Tam podziwiałam odpierzacz do kury: bębęn od pralki typu Frania, z wkręconymi do środka śrubami, usuwał z świeżo ukatrupionych kur resztki piór i resztki życia.

dziewczyna_motorowcaNa Tuktuk szybko zostałam dziewczyną motorowca. Jak wyjaśnił mi Piotreczek, typowa dziewczyna motorowca jest cycatą blondynką, przyklejoną do pleców kierowcy. Robiłam co mogłam żeby zadowolić mojego kierowcę a jednocześnie umrzeć z przerażenia gdy pokonywaliśmy kolejny most z luźno ułożonych desek.. Na tej wyspie jest niewyobrażalna ilość kościołów i jeszcze większa, dzieci. Z każdej szkoły wybiegają stadnie efekty promocji kalendarzyka małżeńskiego.

 

 

samosir_mostsamosir_kapliczka2

Wieczorem zamarzyliśmy o kotlecie schabowym; co się udało częściowo spełnić; restauracja hotelowa serwowała zadziwiająco smaczne jedzenie.

samosir_widokiLeniwe przedpołudnie kolejnego dnia spędziliśmy na czytaniu książek, pisaniu niniejszej relacji i ustaleniu, że nie jesteśmy w środku krateru, ale w środku kaldery. Nie udało nam się kupić biletów lotniczych relacji Medan - Banda Aceh, więc zdecydowaliśmy się na nocny autobus o standardzie Executive. Taksówkarz, który wiózł nas z Parapat do Medanu jechał o 1,5 godziny dłużej niż było to zaplanowane, w efekcie czego nasz autoubs nocny odjechał, zanim dotarliśmy na dworzec. Chcieliśmy ukatrupić kierowcę taksówki gołymi rękami, ale ten dał drapaka przy pierwszej okazji, gdy na chwilę odeszliśmy od jego samochodu w poszukiwaniu kogoś, kto łamanym angielskim zdołałby nam wytłumaczyć, jakie możliwości nam pozostały. Zaproponowano nam autobus odjeżdżający godzinę później; Piotrek opowiedział mi historię swoich podróży przez Filipiny, gdzie w autobusie razem z pasażerami jechały kury, co nie przyczyniło się do poprawy mojego humoru. Na szczęście autobus okazał się całkiem wygodny; siedzenia rozkładały się prawie do leżenia i nie pogardziłam nawet miękkim, różowym kocykiem.

Rano w Banda Aceh dopadł nas rój taksówkarzy, opeleciarzy, rikszarzy i przypadkowych przechodniów, dla których staliśmy się nadzieją na dobry zarobek. Wytargowaliśmy ostatecznie 2 USD, za które przejechaliśmy do portu czymś przypominającym motocykl z boczną przyczepką z ławeczką mieszczącą komfortowo 2 Azjatów i trochę mniej komfortowo 2 Polaków...

Prom w Ekonomi Klas kosztuje 6 USD i płynie 45 minut. Na wyspie natychmiast zgrupowaliśmy się z innymi białymi, wymuszając obniżenie ceny taksówki o połowę. Piotrek był bardzo przekonujący i już wkrótce został lokalnym informatorem , choć był tu też po raz pierwszy, przeczytał i zrozumiał porady z nieśmiertelnego Lonely Planet.

gapang_beach2Piotrek dał mi prawo zadecydowania o miejscu, gdzie będziemy mieszkać przez kolejne 3 dni na wyspie. Standard zakwaterowania jest bardzo podstawowy: izba z materacem i wiatrakiem, a w łazience (poza bungalowem) brak ciepłej ( i jakiejkolwiek bieżącej) wody i toaleta typu „narciarka" oraz murowana wanna na wodę do spłukiwania toalety. Super luksusowe (bo z prywatną łazienką i bieżącą wodą) bungalowy należące do centrum nurkowego były już niestety zajęte, więc wybraliśmy domek stojący tuż obok „Zero Cafe", 100 metrów od centrum nurkowego i 5 metrów od brzegu morza. Nazwa „Zero Cafe" dobrze sugeruje wybór jedzenia i napojów, z resztą nie odróżniała się niczym od sąsiedniej „Cocos Cafe". Na niewielkie menu składały się jednak całkiem smaczne naleśniki z owocami, smażony ryż i makaron, kilka niejadalnych lokalnych potraw i frytki domowej roboty - ręcznie krojone, bardzo smaczne. Chciałam schudnąć na tym wyjeździe, ale się nie udało: na śniadanie naleśnik z bananem i czekoladą, na lunch pączki, na obiadokolację kurczak z frytkami J

nurkowanie_weh33 dni nurkowe upłynęły szybko, więcej szczegółów na temat organizacji i podwodnego życia i nurkowania na Pulau Weh.

W niedzielę rano, w dniu naszej podróży do Kuala Lumpur, niczego nie zjedliśmy licząc, że mając w Banda Aceh ponad 4,5 godziny czekania na samolot, zdążymy zjeść późne śniadanie i poprawić wczesnym obiadem. Zapomnieliśmy jednak, że Banda Aceh, jako najbardziej restrykcyjna część muzułmańska w Indonezji, będzie podczas Ramadanu jeszcze bardziej restrykcyjna, zamykając wszelkie restauracje i jadłodajnie. Wobec powyższego postanowiliśmy się jak najszybciej dostać do międzynarodowego lotniska i tam coś zjeść. Nasze nadwątlone organizmy domagały się już paszy trawiennej, jednak okazało się, że jedyny snack bar jest na okres Ramadanu zamknięty. W małym sklepiku udało nam się kupić zbożowe ciastka (zapłaciliśmy za nie jak za zboże) i roztoczyliśmy marzenia o zupie rozpuszczalnej, jaką będzie można kupić w samolocie Air Asia. Kulala Lumpur - ostatni przystanek dzikiej wyprawy i pierwszy w cywilizowanym świecie, gdzie w słoneczne popołudnie, mimo Ramadanu, zjedliśmy po wielkim, wieprzowym ćwierćfunciaku z serem, jaki serwują w lotniskowym McDonalds'.

Poprawiony ( wtorek, 16 sierpnia 2011 14:04 )
 
Komentarze (1)
Tak ogólnie
1 wtorek, 08 września 2009 21:57
Dopadłem Waszą stronę i nie mogę się od niej oderwać. Trochę się rozmarzyłem, trochę zazdroszczę, ale cieszę się, że u Was wszystko się układa. Piękny basen zrobiliście. Gratuluję domu, strony www (jest świetna i wiem co mówie bo sam stawiałem swoją www.quadro.biz.pl). Zatęskniłem za nurkowaniem bardzo, zwłaszcza że w tym roku nie udało mi się wyrwać gdzieś dalej. Może w następnym... Pozdrowienia dla wszystkich. W Polsce burdel jak zwykle i coraz mniej mi się chce tu być... Miło byłoby Was znowu zobaczyć.

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz: