Polish (Poland)

Nasz profil na Facebook

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Rezerwuj Hotel

Lokalozacja:
Szukaj hotelu / lokalizacji :
Przyjazd
Wyjazd
Pobyt:

dorośli / dzieci :

Newsletter

Blog - subskrybcja


1Przewodnik Tajlandia
2Przewodnik Phuket
3opisy łodzi
4Pakiety wakacyjne Tajlandia
5Wycieczki fakultatywne
6Opisy nurkowisk
7Nurkowania lokalne
8Kursy nurkowania
9Safari nurkowe
10blog
11Wyprawy nurkowe
12Wyprawy kalendarz
13Nurkowiska Tajlandia
14Nurkowiska Indonezja
15Nurkowiska Filipiny
16Nurkowiska Malezja
17Nurkowiska Birma
VMN_SUBSCRIBE
Wypisz



Poza nurkowaniem pasjonują mnie:
 

Kursy walut

Sonda - przydatność informacji

Czy informacje na naszej stronie są przydatne ?
 
Siedem dni w Raju - Raja Ampat PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Małgosia   
piątek, 23 kwietnia 2010 12:36

P9266907Wysiadając na maleńkim lotnisku w Sorong byliśmy bardzo podekscytowani czekającymi na nas rajskimi wakacjami, w miejscu oddalonym od cywilizacji, a pełnym przepięknych wysp, najbogatszych na świecie raf koralowych i pustych plaż z mięciutkim piaskiem.

Po odbraniu bagażu wsiedliśmy do busa, który zawiózł nas (i nasze plecaki) do niewielkiej przystani. Tu wsiedliśmy na motorówkę, a gdy ta ruszyła, ja natychmiast ułożyłam się między walizkami i zasnęłam. Drzemka bardzo mi się przydała i P9206323znacznie skróciła czas oczekiwania na dopłynięcie do wyspy Kri, oddalonej od przystani o 2 godziny płynięcia. Zbliżając się do resortu rzuciłam okiem w głębię niebieskiego morza i zauważyłam sporo ryb i piękną rafę.

Niestety, nurkowania rozpoczynaliśmy dopiero po południu; więc trzeba było poczekać jeszcze parę godzin. Nasze bagaże zostały przeniesione do przydzielonych nam domków a my usiedliśmy z menadżerem resortu, który zapoznał nas ze wszystkimi zasadami mieszkania, życia codziennego i nurkowania, panującymi w ośrodku. Byliśmy zmęczeni, marzyliśmy o prysznicu i położeniu się, ale zanim to nastąpiło, musieliśmy wypełnić stos dokumentów, okazać certyfikaty nurkowe i zaplanować dzisiejsze popołudnie.

sypialniaGdy się uporaliśmy z tymi wakacyjnymi obowiązkami, mogliśmy wreszcie udać się do naszych domków. Opadła mi szczęka, gdy weszłam do środka: domek urządzony bardzo prosto, przytulnie i pięknie jednocześnie. Bambusowe przepierzenia stanowiły barierę pomiędzy uroczym hallem a dwiema sypialniami po bokach. Łóżka z drewna, z opuszczonymi dookoła moskitierami, dodawały uroku. Okna bez szyb, z bambusowymi okiennicami oraz „balkon” z drabinką wychodzącą wprost do morza i hamakiem oraz umywalką i toaletką, a także prosty stolik, krzesło i wiatrak, stanowiły całe wyposażenie domku. Z jednej strony błękitne morze, z drugiej dżungla, pod korytarzykpodłogą miękki piaseczek. Zaczęliśmy odruchowo śpiewać znaną i lubianą melodię „Jesteśmy na wczasach”. Czułam się jak w raju. Do tej pory nie wyobrażałam sobie, jak będę w stanie wytrzymać 7 dni na wyspie, na której poza nurkowaniem nie ma co robić. Teraz, rozglądając się dookoła, myślałam, że chyba jednak jakoś dam radę.

Wszystkie posiłki serwowano w restauracji, urządzonej w tym samym stylu, co domki. Na długich drewnianych stołach ustawiano posiłki, a w lodówce dostępne były świeże soki i napoje gazowane. Przed wejściem do jadalni ustawiono dużą białą tablicę, gdzie napisany był plan dnia – miejsca nurkowe, grupy i przyporządkowani im przewodnicy. Tu, przy tablicy, każdego wieczoru Patrick, menadżer resortu, planował z poszczególnymi grupami jakie miejsca restauracjachcą odwiedzić w kolejne dni. Nurkowisk jest tak wiele, że czasem ciężko było wybierać.

Życie zaczynało zwalniać. Po lunchu położyliśmy się na chwilę, a następnie udaliśmy się na pierwsze nurkowanie na Raja Ampat, co w lokalnym języku znaczy "Czterej Królowie". Obsługa przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania. Naszym jedynym zadaniem było samodzielne ubranie się w pianki – resztą zajmowali się Papuasi. Na łódź zabierano cały sprzęt, ręczniki oraz wodę. Nasza 5 osobowa grupa dostała swojego przewodnika i łódź do dyspozycji, co było bardzo wygodnym rozwiązaniem, ponieważ nie musieliśmy liczyć się z plazaupodobaniami innych osób i w mały gronie dokonywaliśmy wyborów miejsc nurkowych.

Na Raja Ampat bywają bardzo silne prądy a tabele pływów tylko czasem prognozują prawidłowo, dlatego zanim wskakiwaliśmy do wody, robił to tylko nasz przewodnik w ABC i sprawdzał pod wodą, z jakiego kierunku i o jakiej sile jest prąd. Dzięki temu skakaliśmy w miejscu, gdzie mogliśmy płynąć z prądem zwiedzając całe nurkowisko. Przewodnicy byli wyszkoleni w radzeniu sobie z grupą w silnym prądzie oraz w wyszukiwaniu małych, P9246454charakterystycznych dla tych raf stworzeń, takich jak pigmejskie koniki morskie, rzadkie gatunki krewetek i ślimaków nagoskrzelnych. Z większych ryb widzieliśmy sporo rekinów rafowych i czasem ławice snapperów lub barakud; w jednym miejscu mantę. Jednak rafy Raja Ampat to przede wszystkim raj dla wielbicieli makro oraz przepięknych krajobrazów, jakie tworzy tu rafa. W widoczności średnio 40 metrowej, 30 stopni ciepłej wodzie i w miejscu uważanym za najbogatsze pod względem ilości gatunków rafie, nurkowania, nawet w prądzie, były przyjemne i niezapomniane. Przewodnicy wynurzają się bez bojki – morze jest idealnie spokojne i nie ma na nurkowiskach żadnych innych łodzi poza naszą motorówką. Komfort bycia na końcu świata.

raja_ampat22raja_ampat33

P9226380Po każdym nurkowaniu wracaliśmy do resortu, chyba że wypływaliśmy gdzieś dalej; wtedy przerwę robiliśmy na jednej z setek dzikich plaż, gdzie spacerowaliśmy, zbieraliśmy muszle, obserwowaliśmy setki krabów i raków pustelników. Po powrocie do przystani, załoga zajmowała się rozładunkiem naszego sprzętu, a my wracaliśmy do domków, by wziąć prysznic, zwany tu lokalnie „mandi” „Mandi” wymaga opisu, bo jest to specyficzny rodzaj łazienki indonezyjskiej. papua1Pomieszczenie składa się z wykafelkowanej „wanny”, głębokiej na mniej więcej metr, o szerokości około pół metra. Wanna ta jest zbiornikiem na wodę, którą czerpie się czerpakiem i polewa ciało stojąc obok. Woda ma temperaturę „pokojową” co tu oznacza około 30 stopni. W ciągu upalnego dnia, nawet po nurkowaniu, jest to przyjemne orzeźwienie. Minusem jest fakt, że woda jest słona. Minimalnie odsolona, nie nadaje się do mycia zębów, ale do ciała, zwłaszcza używając szamponu i mydła – jak najbardziej. Po pierwszym razie czułam się dziwnie, ale bardzo szybko się przyzwyczaiłam i słona woda do mycia przez 7 dni nie stanowiła ani dla mnie, ani dla nikogo z naszej grupy, żadnego problemu. Po nocnym nurkowaniu organizowano „hot mandi” czyli gorący prysznic – na molo ustawiano duże miednice pełne gorącej wody, którą można się było polewać dla rozgrzewki. Cudowne uczucie – stać na piasku, patrzeć w gwiazdy i polewać się gorącą wodą.

wieczorWieczorami, po kolacji, siadaliśmy na pomostach prowadzących do naszych domków i rozmawialiśmy. Żyjąc z dala od cywilizacji, bardzo szybko przestawiłam się na rytm dobowy dnia i nocy. Budziłam się niedługo po świcie a kładłam spać wczesnym wieczorem. Plan dnia był taki sam codziennie: wstawaliśmy zaraz po świcie, wypijaliśmy sok lub kawę i płynęliśmy na nurkowanie. Po powrocie jedliśmy śniadanie, składające się z jajek, chleba domowego wypieku, oraz typowych śniadaniowych dodatków, takich jak parówki, dżem, masło. Drugie nurkowanie planowaliśmy przed lunchem a trzecie po południu lub o zmierzchu – zwłaszcza, gdy chcieliśmy zobaczyć mandarynę, przepięknie ubarwioną, maleńką rybkę, która opuszcza swoją kryjówkę tylko raz w ciągu doby – o zmierzchu.

popludnieDni płynęły leniwie: pod wodą mnóstwo wrażeń z przepięknych raf, nad lądzie spacery po plaży, opalanie, picie zimnych napojów w cieniu drzew, wylegiwanie się książką na hamaku, obserwowanie z hamaku lokalnej rafy, gdzie mieszkały 3 małe żarłacze czarnopłetwe (black tip sharks), płaszczka i wąż morski (nie licząc „zwykłych” ryb rafowych). Na dzień przed wyjazdem, w sobotę, nurkowań nie organizuje się. To dzień wolny dla ciężko pracującej papuaskiej załogi nurkowej. Dla nas to okazja do udania się na wczesnoporanną wycieczkę na sąsiednią wyspę, gdzie będziemy podglądać ptaki. Nawet dla osoby, która z ornitologią ma niewiele wspólnego – ja ledwo odróżniam orła od wróbla – wycieczka wydawała mi się czymś ciekawym. Miałam nadzieję, że zobaczę rajskiego ptaka, znanego z atlasów, jakieś ładnie upierzone papugi i inne kolorowe ptaki. Po wycieczce zrozumiałam, ile cierpliwości i samozaparcia wymaga zrobienie dobrego zdjęcia egzotycznemu P9256787ptakowi. Są bardzo płochliwe i jeden okaz mogłam oglądać przez 2 do 4 sekund. Chyba wolę podwodną przyrodę

Wolne popołudnie ostatniego dnia spędziliśmy spacerując do pobliskiego resortu, który uchodzi za bardziej luksusowy od tego, w którym mieszkaliśmy. Chcieliśmy zobaczyć, cóż takiego można dostać za prawie 2x drożej. Zamiast ścieżek wysypanych piaskiem z plaży – drewniane kładki, zamiast małej jadłodajni – przestronny hall. Domki nie na palach na wodzie i nie z bambusa, tylko murowane, z telewizorem, klimatyzacją i prywatną łazienką (nawet podgrzewacz wody). Domki urządzone nurkowanieprosto – białe ściany i dodatki z ciemnego drewna, taras z widokiem na morze. Dla osób, które cenią sobie luksus nawet na dzikiej plaży, to z pewnością idealne rozwiązanie, ale my z przyjemnością wróciliśmy do naszych uroczych bambusowych domków na palach, by spędzić ostatni wspólny wieczór, przed jutrzejszą podróżą do Doliny Baliem. Rajskie 7 dni upłynęły jak z przysłowiowego bicza i z żalem wsiadaliśmy z powrotem na motorówkę, która zabrała nas do przystani. Byliśmy wypoczęci i podekscytowani czekającym nas spotkaniem z prymitywnymi ludami mieszkającymi w Dolinie Baliem.

Przeczytaj więcej: o nurkowiskach Raja Ampat o wyprawie do Doliny Baliem

raja_ampat29raja_ampat10

 
Komentarze (2)
Coz... pozazdrościć
2 poniedziałek, 31 maja 2010 22:33
Piotr i Gosiu, Jak tak dalej pojdzie w tym pie.. kraju, to zrobie to co Ty. Dużo zdrowia dla Was. Wojtek S/Krakow
Raj na ziemi !
1 środa, 28 kwietnia 2010 16:37
nooo... to kiedy tam wracamy? ;-) ... są jeszcze takie miejsca, gdzie czas się zatrzymał...

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz: